SING SING PENELOPE ~ Koncert w Żaku - relacja - Jazzarium



W gościnnych progach klubu Żak rozgrywa się znaczna część jazzowego życia Trójmiasta. To on bierze na swoje barki organizację większej części koncertów, na których dzięki trwającemu cały rok programowi Jazz Jantar możemy oglądać i słuchać muzyków z kraju i ze świata. Na marzec w cyklu zaplanowano kilka bardzo interesujących występów. Pierwszy z nich odbył się w sobotę, a zagrali trio Lemańczyk/Pierończyk/Gradziuk oraz Sing Sing Penelope.
Sing Sing Penelope którzy zagrali po przerwie dostarczyli wrażeń równie pozytywnych. Panowie także są dość świeżo po wydaniu płyty (This Is The Music, Vol.1) i zaprezentowali coś, co nazwać można muzyką lekkiego powiewu. Przez mniej więcej godzinę jednym ciągiem wysnuwali oparte na prostych motywach melodycznych improwizacje, wprowadzając zebranych w delikatny trans, umiejętnie kontrolując i zmieniając tempa i odcienie dość zwiewnej tkanki, w której słuchać było echa muzyki etnicznej, innym razem ludowej czy marsza, podszyte elektronicznym pianinem Daniela Mackiewicza.
Spośród muzyków zespołu znów zdecydowanie wyróżnił się ten grający na saksofonie sopranowym – obywatel Trójmiasta Aleksander Kamiński. Stylem różnił się on od Pierończyka znacznie, ale siarczysty sposób gry i doskonałe partie free dodały do muzyki Sing Sing Penelope wiele ognia i treści. Dołączający się doń często trębacz Wojciech Jachna dokładał ciepły ton trąbki o mocnym pogłosie, pętle perkusji i basu robiły swoje i tak następował błogi odlot w odległe muzyczne sfery, gdzie duch Andrzeja Przybielskiego (prawie na pewno usłyszałem fragment jego „Góru”) spotykał Johna Coltrane'a z czasów Love Supreme. Skupieni i wsłuchani w siebie nawzajem muzycy ( celował w tym siedzący na krześle basista Patryk Węcławek) stworzyli atmosferę spokojnego wieczoru, do której chętnie powrócą wszyscy, którzy cenią sobie luźne chwile relaksu z dobrą, niebanalną oprawą muzyczną. „Muzyka z Mózgu” wciąż ma się nieźle!

Piotr Rudnicki