recenzja albumu sing sing penelope - music for umbrellas - exklusiv nr 45, październik 2006


Sing Sing Penelope swym drugim albumem przebija się do ścisłej czołówki współczesnej inkarnacji jazzu spod znaku fusion. Bardzo sprawnie napisane tematy czerpią ze spuścizny Davisa (od medytacyjnego dryfu In A Silent Way, po zadziorny funk Dark Magus), Soft Machine czy Weather Report, a jednocześnie odwołuja się do aktualnych interpretatorów gatunku, z Isotope 217 na czele. Czuć gruntowną znajomość tradycji, ale kwintet odczytuje ją zdecydowanie po swojemu. Rozegrane z transowym nerwem, psychodelicznym zacięciem, a przy tym bardzo przejrzyste i nośne kompozycje umiejętnie budują dramaturgię. Jest tu miejsce zarówno dla drapieżnych, nieco neurotycznych instrumentalnych lotów, jak i dla lirycznych melodii czy ciepłych, nastrojowych harmonii dęciaków. Przyznam, że dla mnie, muzycy grają ciut zbyt powściągliwie. No. Ale to już kwestia moich osobistych preferencji i nie zmienia to faktu, że Music or Umbrellas przynosi porcję wybornego, nieco abstrakcyjnego, przepojonego ujmującą nostalgią jazzu. Łukasz Iwasiński