Electrogride popup music



W kwietniu odbyć miała się trasa Sing Sing Penelope w towarzystwie Sebastiana Gruchota i norweskiego muzyka Pala Nyhusa
(znanego jako DJ Strangefruit), w ramach projektu "Elektrozgrzyt", realizowanego przez muzyków finansowanego przez tzw. Norway Grants.
Jednak katastrofa smoleńska i żałoba, jaka po niej nastąpiła pokrzyżowała koncertowe plany.
W miejsce trasy otrzymujemy płytę zatytułowaną Electrogride (dostępną nieodpłatnie w klubach, gdzie miały odbyć się koncerty
lub na stronie Sing Sing Penelope), która, jak donosi okładka, została nagrana w hołdzie ofiarom tragicznych wydarzeń z kwietnia 2010. roku.
Idąc tym tropem, nie dziwią rozpoczynające ją, tworzone za pomocą elektroniki Dja Strangefruit dźwięki przypominające odlatujący samolot
czy powiewy wiatru (te motywy wracają w trakcie trwania płyty), a towarzyszy im deklamowany przez Daniela Mackiewicza
egzystencjalny monolog, łkania trąbki oraz perkusjonalia. Kompozycja jest bardzo minimalistyczna, jak zresztą na całej, oszczędnej w środkach,
a bogatej w emocje płycie.

Pośród sześciu części Elektrozgrzytu znajdziemy dwa utwory skomponowane w okrojonym składzie. W części drugiej Gorzycki przechodzi samego siebie,
tworząc rytmy za pomocą kilku pałeczek perkusyjnych, drewnianych perkusjonaliów oraz penetrację membran zestawu,
a wtóruje mu Sebastian Gruchot, loopujący i modyfikujący zelektryfikowane melodie wygrywane piórkiem na skrzypcach.
W bardzo transowym utworze czwartym ponownie słyszymy przetworzone skrzypce, jednak tym razem Gruchot gra na nich smyczkiem,
tworząc melodie przejmujące, głębokie, wręcz funeralne.
Towarzyszy im gra na tablach Mackiewicza, który zdaje się być cichym bohaterem-mutiinstrumentalistą opisywanego albumu.

Pozostałe kompozycje są - jak mniemam - zadumą nad przemijaniem, a wykorzystywanymi środkami są przede wszystkim:
minimalizm, arytmiczność, ambient i sonorystyka, emocjonalnie zaś: groza, tajemnica, zagubienie, smutek, przerażenie i wreszcie nadzieja.
Cały album jest refleksją będącą wynikiem traumatycznych przeżyć, którym jest dedykowany, a poszczególne jego części emocjonalnie i formalnie
wynikają same z siebie. Utwory kończące Electrogride przynoszą ukojenie, zapomnienie i religijny trans, co zostało osiągnięte poprzez
repetycje motywów wygrywanych na wszystkich instrumentach, wystukiwanie rytmów na drewnianych perkusjonaliach, "dalekowschodni" sposób zadęcia
w instrumenty dęte oraz sample muzyki etnicznej z tego regionu.

Electrogride jest kolejną rewelacyjną, choć – ze względu na okoliczności nagrania i gości - jakże różną od wcześniejszych propozycji
płytą Sing Sing Penelope. Cały album zdaje się tym razem podążać w kierunku elektronicznej muzyki współczesnej,
niż - jak na poprzednich płytach - nowoczesnej, oryginalnej, eklektycznej muzyki improwizowanej.
Tym samym SSP ugruntowało swoją pozycję na europejskiej scenie jazzu i improwizacji.

[Łukasz Folda]