Recenzja albumu Sing Sing Penelope - Music for Umbrellas - Jazz Forum, X/XI 2006


Czasami mam ochotę zabawić się w "futurologa" i napisać recenzję płyty przed jej wysłuchaniem. W wielu przypadkach miałbym dość dużą szansę, by moje "proroctwa" pokryła się z rzeczywistością. Jednakże w odniesieniu do nowej muzyki Sing Sing Penelop byłby to daremny trud i całą pracę diabli by wzięli. Nuty uwiecznione na "Music for Umbrellas", w porównaniu z debiutanckim albumem zespołu, są lepiej poukładane, mniej jest żywiołowego spontanu, więcej dyscypliny i powściągliwości, a jednocześnie twórczość kapeli nie straciła na emocjonalności. Konstrukcje poszczególnych utworów są bardziej wyważone, sposób budowania napięć - dojrzalszy. Dużo jest w nowej muzyce SSP spokoju, przestrzeni, refleksyjności, oszczędnych, wysmakowanych planów instrumentów elektronicznych (SSP to kolejny zespół w którym dołąsk powracają stare, dobre brzmienia analogowych syntezatorów, oragnów, elektrycznego pianina), ale są też konkretne, motoryczne groovy, mocne riffy instrumentów dętych i spora dawka dobrej energii. Nie są to zmiany szokujące, ale wypada zauważyć, że w przypadku zespołów szukających inspiracji w muzycznie buzujących latach 60. i 70. ochota do radykalizacji, czy wręcz anarchizacji muzyki bywa przemożna. Sing Sing Penelop idzie inną drogą, zachowując przy tym ciągłość stylistyczną. Bywa też, że zespoły stosujące elektroniczne instrumentarium oraz rockowe struktury rytmiczne z czasem coraz bardziej zaczynają grawitować w stronę rocka, upraszczają formę, a improwizacja zaczyna przegrywać z tym co ściśle ustalone. Także w tych elementach, z jazzowego puktu widzenia, SSP idzie w stronę rozwoju, nie redukcji. Natomiast "Music for Umbrellas" postrzegana jako całość zdradza, tak mi się wydaje, "frakcyjność" wewnątrz zespołu. Debiutancki album przyniósł materiał dość jednolity, teraz pomysły zmierzają w różnych kierunkach, co owocuje eklektyzmem. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że Rafał Gorzycki i Patryk Wecławek grają również zupełnie inną muzykę w Ecstasy Trio. Zespół ten chyba od jakiegoś czasu ugrzązł w niemożności dalszej realizacji i teraz Gorzycki i Wecławek "wkładają" elementy estetyki Ecstasy Trio do muzyki granej przez Sing Sing Penelope (czego na pierwszej płycie SSP nie było). Tendencja ta nie ma jednak wymiaru ogólnej zasady, lecz podlega silnym fluktuacjom "rozrywającym" stylistyczną spójność "Music for Umbrellas". "Rozrywanie" owo nie prowadzi jednak do destrukcji, nie jest drażniące, a przejścia między poszczególnymi patiami są płynne i przekonujące. Najlepszym przykładem w tym względzie jest 10-minutowa suita "Fis & Love", ze znakomitymi, przetwarzanymi elektronicznie partiami skrzypiec Sebastiana Gruchota (czemu tylko w tym jednym utworze?!). Na przeciwnym biegunie eklektycznego rozwichrzenia jest kończący płytę utwór "Summa musica", w którym zespół uraczył słuchaczy porcją dość nieporadnego sonoryzmu o ambientowym posmaku, który trzydzieści lat temu rzuciłby gawiedź na kolana, a i dzisiaj być może sprawdza się na koncertach, na płycie jawi się jednak dość infantylnie. O głównym nurcie albumu decydują jednak takie utwory, jak ballady "Chickens" (z solem Jachny, który inteligentnie, bez cienia epigonizmu, czerpie z Tomasza Stańki) i "La couchette", soczysty "Black Minority", który jako żywo przywodzi na myśl dokonania Pharoaha Sandersa (świetne, potężnie brzmiące partie Glazika), czy pulsujące napięciami "Walce bydgoskie", a więc utwore o stricte jazzowym, akustycznym charakterze, w których instrumenty elektryczne i elektroniczne (grający jak zwykle z wyczuciem i inteligencją jedynie celne i ważone dźwięki Daniel Mackiewicz) stanowią jedynie subtelne, nie wybijające się, choć istotne dopełnienie. "Music for Umbrellas", mimo uwag, to znakomita płyta. Jeżeli zespół nie straci zapału i weny jego przyszłość będzie malować się nader interesująco. Robert Buczek