Kto tak świetnie gra? SSP i 100nka   Diapazon



W lutym, na scenie gdańskiego "Żaka" korespondencyjnie zmierzyły się dwa zespoły nazywane czasem "młodymi i obiecującymi" polskimi bandami jazzowymi. Z młodymi muzykami już tak jest, że niepostrzeżenie się starzeją, a dziennikarze z lenistwa używają tych słów, jak kalki. Z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Wayne Shorter ma na karku już 75 wiosen, to trzydziestoparolatkowie, tacy jak Rafał Gorzycki czy Tomek Leś faktycznie wydają się młokosami.
Od dłuższego czasu mówi się o zmianie warty w polskiej muzyce improwizowanej. Chodzi o pokolenie muzyków, którzy wypłynęli na szerokie wody po "rewolcie" yassowej. Do tej grupy regularnie zalicza się braci Olesiów, Pink Freud, Robotobiboka oraz opisywane tu zespoły Sing Sing Penelope oraz 100nka.
Jako pierwszy zagrał w lutym zespół SSP, promujący swoją nową płytę "We Remember Krzesełko". Koncert był świetną okazją do konfrontacji materiału studyjnego z muzyką na żywo. Na albumie znalazło się sporo kompozycji nawiązujących do muzyki kameralnej, minimal i ambientu. Zespół postanowił oderwać się od etykietki fusion, jaką został obarczony po ostatnim albumie, jednak takie wycieczki podczas koncertów bywają niebezpieczne.
Sing Sing Penelope postanowiło pójść na kompromis i zagrało tylko część nowego programu. Zaczęli od utworu "no title", skomponowanego przez mieszkającego w Norwegii skrzypka Seba Gruchota, występującego gościnnie z bydgoskim kwintetem. To jeden z najmocniejszych punktów "We Remember..." - zaczyna się porwanymi, improwizowanymi frazami skrzypiec i fletu (Tomasz Glazik), powoli budującymi przestrzeń muzyczną. Na jej bazie zespół zaczyna budować nastrój podniosły i żałobny. Tak by mógł zabrzmieć post-yassowy "Bema pamięci rapsod żałobny".
SSP ma jednak dystans do siebie i wysmakowane poczucie humoru, a ich muzyka unika patosu. Dlatego zaraz następny leci numer "James Bond" oparty na znanym motywie z filmów o agencie 007. Zespół się rozpędza, dmie swoje charakterystyczne tematy na trąbę i saksofon (plus skrzypce) i rozwija sola. Penelopa odróżnia się od pozostałych bandów przede wszystkim postacią Rafała Gorzyckiego, który zafascynowany współczesną kameralistyką (patrz jego Ecstasy Project) gra na swój specyficzny sposób, kojarzący się bardziej z muzyką poważną, niż jazzem. Nie popisuje się opętańczymi groove'ami ani solówkami, stawia raczej na kolor i przestrzeń grając dużo na blachach. Dzięki temu zostaje dużo miejsca dla basu Patryka Węcławka, który pulsuje podskórnie i transowo. SSP unika niekończących się frenetycznych, jazz-rockowych pogoni i solówek. Jest dość poukładany, dla każdego wykraja miejsce i bynajmniej nie na wirtuozerskie popisy, ale na przemyślane interakcje z kompozycjami. Seb Gruchot na elektrycznych skrzypcach brzmiał neurotycznie, grając długie, rozedrgane dźwięki modulowane kaczką i loop-station. Glazik na saksofonie grał mocno i ostro, nawiązując solówkami do muzyki free. W opozycji do nich grali Wojtek Jachna i Daniel Mackiewicz. Trąbka Jachny była miękka, otulona przestrzennym pogłosem, smakowicie rozlewała się wśród innych instrumentów. Podobnie ciepłe brzmienia Rhodesa i starego analogowego Studenta były grą barw i nastrojów.

Borys Kossakowski