Sing Sing Penelope - We Remember Krzesełko - recenzja   Screenagers



Polish jazz ma się dobrze, nawet very well. Miał się z resztą od dość dawna, choć nie zawsze bywał doceniany poza Polską. Od początku lat 90. ubiegłego wieku jest pod tym względem tylko coraz lepiej i coraz wartościowsze są zbiory owoców naszej jakiejś szczególnej, środkowoeuropejskiej wrażliwości w tej stylistyce, naznaczonej specyficznym poczuciem humoru i ponadprzeciętnymi zamiłowaniami do eksperymentowania. Lądując gdzieś pomiędzy yassem a mariażami jazzu i elektroniki spod znaku Pink Freud - czyli najbardziej rozpoznawalnych nurtów polskiego jazzu after '89 - 'We Remember Krzesełko' wydaje się klockiem idealnie wpasowanym w tą układankę.
'Z myślą o karierze międzynarodowej, z myślą...'? Dwujęzyczny tytuł nie jest przejawem schizofrenii ani niezdecydowania, ale też do końca nie jest żartem. Wystarczy obejrzeć klip do tytułowego utworu, by przekonać się, że stoi za tym dość konkretna wizja oderwania muzyki od rzeczywistości na rzecz abstrakcyjnych wyobrażeń, przenoszonych później na język dźwięków. Epitafium dla studyjnego mebelka jest utwór tytułowy, ale nie cały album, zatytułowany dosyć przewrotnie, bo każdy utwór porusza zupełnie inny problem lub historię mające źródło w wyobraźni muzyków, a stanowiącą wyzwanie dla wyobraźni słuchacza. Z drugiej strony pojawiają się motywy całkiem realistyczne, tudzież odwołujące się do popkultury, jak utwór poświęcony przygodom pewnego agenta. My name is Bond, Penelope Bond.
Niezależnie od inspiracji niezmienne pozostaje doskonałe wyważenie utworów na każdej płaszczyźnie. Twórczy luz nie jest przykrywką dla nieudolności. Delikatnie zaakcentowany jedynie w tytułach jest punktem wyjścia, ale podróż odbywa się w technicznie perfekcyjnej dźwiękowej maszynie. Podobnie rzecz ma się z refleksyjnym nastrojem towarzyszącym nam od początku do końca płyty, sprawiającym, że niemal bezkolizyjnie przechodzi się przez bardziej eksperymentalne fragmenty albumu, a jest ich niemało, jak na przykład w pozbawionym rytmu i struktury minimalistycznym 'Talkin'' lub utrzymanym w podobnej konwencji, dziesięciominutowym utworze numer pięć. W sumie brzmieniowych abstrakcji i poszukiwań jest zdecydowanie więcej niż na wcześniejszych płytach kwintetu.
Wreszcie balans pomiędzy improwizacją, a kompozycją. Obok kompletnie spontanicznych momentów, czy też całych nagrań ('It Has Just Begun, Doctor') pojawiają się rozbudowane aranżacje oparte o jakiś wiodący motyw i zdecydowaną, wyraźną melodię, które zdają się dominować w ogólnym odbiorze płyty. Tu należy jednak wrócić do wspomnianego już klimatu nagrań, sprawiającego, że całe "We Remember Krzesełko" brzmi bardzo spójnie. I choć brzmienie grupy nie wybija się szkarłatną czerwienią okładki albumu na tle pozostałych post-yassowych kapel, to i tak mają swój rozpoznawalny styl, który zawdzięczają także zaproszonemu nie po raz pierwszy do współpracy skrzypkowi Sebastianowi Gruchotowi. To chyba nawet lepiej, z punktu widzenia całej sceny jazzowej w Polsce. Mamy bowiem kilku bardzo mocnych reprezentantów, wyrosłych z tych samych tradycji, lecz nieco inaczej rozkładających akcenty, którzy idą naprzód równym krokiem, coraz śmielej pukają na źwiatowe salony i być może dobiwszy się wspólnie zagoszczą tam na stałe. Sing Sing Penelope powoli się to udaje i miejmy nadzieję, że tak jak uznanie zdobyły self-titled debiut grupy i 'Music For Umbrellas', tak na zachodzie they will remember about krzesełko too.
(...)

Mateusz Krawczyk (19 lutego 2008)