Sing Sing Penelope i CNQ w prywatnej krucjacie na podbój świata - "Podteksty", 01.2007 Recenzja z koncertu: Poznań - Estrada, 13.01.2007


Gdy słucham mdłych, wtórnych i złych propozycji polskiej sceny muzycznej, śni mi się arkadyjska wizja polskich twórców, którzy mają swoje artystyczne marzenia i ambicje oraz w swawolny i bezczelny sposób realizują wbrew logice i prawidłom krajowego rynku popkulturalnego. Ku memu zaskoczeniu, zamiast we śnie, zobaczyłem takich artystów na jawie. Prawdziwych rycerzy krucjaty i don kiszotów w jednym, błędnych rycerzy szukających absolutu i własnej drogi. Listopadowy koncert Contemporary Noise Quintet w Café Mięsna i tegoroczny już, styczniowy występ Sing Sing Penelope na deskach Sceny Na Piętrze okazały się, chyba nie tylko dla mnie, wydarzeniami w pewnym sensie mistycznymi. Oba zespoły bowiem grają muzykę, która wchodzi pod skórę, buzuje w żyłach i szarpie emocjami słuchacza. Zarówno Contemporary Noise Quintet, jak i Sing Sing Penelope to zespoły jazzowe lub, jak to woli, grające muzykę improwizowaną. Ale każdy z nich z inną intensywnością porusza się w tej estetyce.... Sing Sing Penelope bliżej z kolei do jazzu sensu stricto. Kompozycje są mniej zwarte i więcej w tej muzyce swobodnych improwizacji. Jeśli w przypadku CNQ odważyłem się na porównanie z E.S.T., to tutaj za punkty orientacyjne muszę podać Davis'owską ścieżkę do filmu Windą na szafot z 1958 roku, ale także elektryczne dokonania Milesa z okresu In a Silent Way, "kosmiczne wyprawy" Herbie Hancocka z albumu Sextant oraz poszukiwania niemieckiej sceny alternatywnej z lat 70. na przykład Can, Cluster, Neu, Harmonia, ale też brytyjski space rockowy outfit Hawkwind (sic!). Także tutaj nie mogę oprzeć się wrażeniu "filmowości" tej muzyki, choć odwrotnie do CNQ mniej tu odniesień do wrażliwości sceny pop, a więcej ulotności i rozmachu "prawdziwego" jazzu (np. Fis & Love lub Walce bydgoskie z drugiego longplaya pod tytulem Music For Umbrellas). Więcej tu solowych improwizacji poszczególnych muzyków, więcej niekontrolowanego muzykowania. Ich muzyka środkami wyrazu odwołuje się do przeszłości, ale mentalnie i kompozycyjnie wychodząca śmiało w przyszłość. I chyba ten przyszłościowy kierunek dostrzegła brytyjska rozgłośnia radiowa Last.fm, która umieściła debiutancką płytę Sing Sing Penelope w dziesiątce najlepszych albumów z awangardową muzyką jazzową w 2005 roku. Oba koncerty, ale także studyjne albumy Sing Sing Penelope i Contemporary Noise Quintet udowodniły mi, osobie niebywale sceptycznej wobec polskiej sceny muzycznej, że także w tym kraju może powstać muzyka ciekawa, błyskotliwa - po prostu ważna. Ale ważna także dlatego, że w oczach tych muzyków można dostrzec błysk, a w grze nerw, pasję i prawdziwe oddanie temu, co robią. To jest wyznacznik klasy i wartość sama w sobie. Robert Panowicz