Recenzja: Sing Sing Penelope Live on Warsaw Electronic Festival 17 października 2003r.


Minął mniej więcej rok czasu od poprzedniej wizyty bydgoskiej formacji post - jazzowej kiedy to w klubie QULT wystąpił zespół Ecstasy Project w ramach ELECTRONICZNY ODJAZZDU w grudniu 2002. Teraz na scenie WEF Rafał Gorzycki, lider SSP zaproponował inny skład (Sing Sing Penelope) i formułę jeszcze bardziej odpowiadającą potrzebie i klimatowi imprezy silnie związanej z elektroniką. To co SSP na scenie jadłodajni Filozoficznej zaproponowało 16.10.2003 w ramach WEF to pomysł na muzyczną hybrydę jazzu i elktro humorystycznego feelingu, którego tak często brakuje projektom czysto elektronicznym. SSP przykuło uwagę publiczności i utrzymało ją do końca. Zaangażowane brzmienie składu i świeżość psychodelicznych aranżacji przypomniała mi, że w każdym miejscu i na każdej scenie to energia i umiejętność oddania publiczności emocji świadczy o dojrzałości muzyków. Tak było podczas koncertu bydgoskiej formacji. Publiczność niemal siedziała na głowach muzyków, kameralna atmosfera klubu sprzyjała świetnemu transferowi wibracji bandu na publiczność, klimat więc udzielił się niemal natychmiast. SSP zaproszono na WEF ponieważ jest to jedna z nielicznych formacji, poszukujących własnej tożsamości na obrzeżu jazzu i elektronicznych karnacji. Klasyczne instrumentarium połączone z charakterystyczną dopracowaną brzmieniowo melodyką uczy pokory wszystkich, którzy w elektronice widzą wyłącznie drogę do ambientu czy click and cut. Muzyka nie edytowana lecz zagrana, z wrażliwością ujęła publiczność Warsaw Electronic Festival i mnie. Daje to nadzieję na to, że SSP usłyszymy niebawem na płycie. SSP to krok ku nowej polskiej scenie post jazzu, czerpiącej z elektroniki, dającej więcej niż powiew świeżości, dającej pomysł i energię, która jest oczywistym zaprzeczeniem zblazowanej warszawskiej sceny próbującej się konserwować we własnym sosie. Roman Domagalski