recenzja albumu 'sing sing penelope' Jazz Forum" 09.2005


Niestety nie mogłem uczestniczyć w koncercie "Młody Polski Jazz" podczas tegorocznej edycji Warsaw Summer Jazz Days. Żałuję, bo mniej więcej od połowy lat 90. trwa na polskiej scenie konstruktywny ferment i co rusz pojawiają się zjawiska interesujące, niezdolne, co prawda, zrewolucjonizować oblicza rodzimej muzyki improwizowanej, mogące jednak wnieść znaczący wkład w jego odświeżenie. Siła tak zwanej sceny yassowej polegała niegdyś, pomimo mnogości inspiracji, przede wszystkim na kreatywnym odczytaniu ducha amerykańskiej muzyki lat 60. Debiutujące obecnie zespoły (swoją drogą wielu spośród ich członków stanowiło niegdyś drugoplanowe postaci środowiska skupionego wokół bydgoskiego klubu Mózg) chętniej odwołują się do modelu jazzu eklektycznego, otwartego na wpływy rozmaitych, mniej lub bardziej popularnych gatunków, ze szczególnym wskazaniem na estetykę progresywnej muzyki klubowej. W twórczości Pink Freud czy Robotobiboka jazz staje się więc jednym z wielu składników wielobarwnej stylistycznej mozaiki, rzadko tak naprawdę najistotniejszym. Niemniej interesująco wypadają artystyczne poczynania takich zespołów jak Sing Sing Penelope czy Chromosomos (uczestnicy wspomnianego koncertu), którym nie chodzi o poszukiwanie oryginalności poprzez przełamywanie granic jazzu, lecz raczej o znalezienie własnego miejsca w obrębie istniejących już kanonów. Nie przez przypadek odwołują się obie formacje, choć w bardzo różny sposób, do tradycji jazz-rockowej. Podobnie jak klasykom lat 70. chodzi im bowiem o wzbogacenie jazzu elementami innych stylów bez zatraty jego brzmieniowej tożsamości. Debiutancka płyta Sing Sing Penelope - grupy kierowanej przez perkusistę Rafała Gorzyckiego (związanego wcześniej z formacjami środowiska yassowego) - zaskakiwać może swym stylistycznym konserwatyzmem, zwłaszcza słuchaczy zwabionych marketingową etykietką "transowego jazzu elektronicznego z elementami nowoczesnej muzyki klubowej i elektronicznej". Album stanowi w gruncie rzeczy znakomitą warsztatowo i wiarygodną artystycznie próbę zmierzenia się z klasycznym idiomem jazz-rockowym. Dominują rozbudowane utwory rozwijające się wokół solowych popisów poszczególnych muzyków. W improwizacjach daje o sobie znać skłonność do łączenia krótkich, wyrazistych fraz, często zapętlonych wokół pojedynczych, sugestywnych motywów. Pojawiają się więc momenty transowego uniesienia, wyrastające jednak nie z elektronicznego minimalizmu, lecz z tradycji elektrycznego jamu. Oblicze stylistyczne albumu wzbogacają znacząco improwizacje saksofonisty Tomasza Glazika. Ekstatyczne brzmienie jego tenoru w sposób intrygujący kontrapunktuje bardziej zwarty i chłodny styl wypowiedzi pozostałych muzyków. Najciekawszą osobowością wydaje się jednak klawiszowiec Daniel Mackiewicz. Mroczny, zarazem niezwykle bogaty styl harmoniczny, sprawia, że jego solówka w "Hosannie" należy do najciekawszych momentów albumu. Propozycja Sing Sing Penelope zainteresować może nawet najbardziej wymagających fanów klasycznego jazz-rocka, jednak wielbiciele nurtów progresywnych poczuć się mogą rozczarowani. Michał Mendyk Jazz Forum