Recenzja albumu 'Music for Umbrellas' Nowa Muzyka


Rozpoczyna się niepozornie, przestrzennie, muzycy zdają się stroić swoje instrumenty, tak aby najlepiej nastroić słuchacza: kreślą dla niego garść delikatnych dźwiękowych szkiców. To z nich właśnie, na przestrzeni kilku następnych minut powstaną struktury z chwili na chwilę spójniejsze, a później już: konkretne. Mniej więcej w ten sposób swoją nową płytę rozpoczyna bydgoski kwintet Sing Sing Penelope, mocno związany ze sceną kultowego Mózgu, a co za tym idzie, mający również yassową przeszłość. Tak jak jednak yass starał się szukać wąskich, mniej znanych ścieżek jazzu, tak "Music For Umbrellas" zdaje się eksplorować główny nurt gatunku, gdzieniegdzie tylko zdobiąc go mniej lub bardziej zaskakującymi nutami. Dla smaku. Słuchając tej płyty bliski jestem postawienia hipotezy, według której yass stanowi jedynie formę przejściowa, będąca którymś z kolei punktem artystycznego dojrzewania muzyków tworzących ten nurt. Wygląda bowiem na to, że bliski tradycyjnym formom jazz dla parasolek jest znacznie bardziej interesujący, bywa do granic porywający, został również znakomicie zagrany i zrealizowany. Nie bez powodu ubiegłoroczna, debiutancka płyta SPP uznana została przez Last.fm za jedną z najlepszych tego rodzaju produkcji na świecie. "Music For Umbrellas" sprawia podobne wrażenie - tymi dźwiękami bez żadnych kompleksów możemy się chwalić na zachodzie, podobną pulsację, nowo-jazzową elektrykę znajdziemy w twórczości tak cenionych dziś składów jak Wibutee (Norwegia) czy Triosk (Australia). Co stanowi o sile tego materiału? Banalna odpowiedź - potencjał kompozycji. Budowane według tradycyjnych jazzowych reguł porażają swobodą i klimatem, posiadają również - jak się wydaje - nieograniczone możliwości oblepiania ich improwizacjami. Muzykom SPP udało się więc zbudować kunsztowne, pulsujące własną energią konstrukcje, znakomicie sprawdzające się jako podstawa dla instrumentalnych dialogów i sprzeczek. Saksofon, trąbka, flet, elektryczne pianino czy tabla toczą tu momentami zacięte i twórcze boje, tak aby dojść ostatecznie do pełnego harmonii porozumienia, gdzieś po drodze wprawiając słuchacza w najzwyczajniejszy na świecie zachwyt. Gdy dodamy do tego momentalne, ambientowe naleciałości ("Chickens"), eksperymentalne odjazdy ("Summa Musica") bądź grę na skrzypcach zaproszonego do sesji Sebastiana Gruchota ("Fis and Love"), przyjdzie nam zazdrościć parasolkom takiej muzyki. Sing Sing Penelope stworzyli nieco ponad 50 minut muzyki, której odbiór upaja, sprawia autentyczną przyjemność. Więcej - duch tego albumu przypomina słynne nagrania z cyklu Polish Jazz, szczególnie te, które sięgały po estetykę fusion. Nie mam wątpliwości, że postawiona obok nagrań choćby legendarnego Laboratorium, muzyka dla parasolek wybroniłaby się bez większego problemu. Czekamy na więcej, tymczasem puszczamy się w wir tego świetnego materiału. Krzysiek Stęplowski - Nowa Muzyka